Stosik :)

Zwykły wpis

Stosik,dawno go tu nie było.
Książki kupione w okresie styczeń-maj. Jak widzicie nie szalałam 🙂
Jedna nie jest moja – tzn domowa,mężowa. Przeczytam pewnie w swoim czasie.

Roztrzepana sprzątaczka D.Gellner -recenzja video

Zwykły wpis

Nagrałam tę recenzję już dość dawno ale chciałam ją mieć również na tym blogu (dla przypomnienia, kiedyś prowadziłam blog Balianna ).

Tym czasem dopadła mnie książkowa niemoc. Nie myślałam,że mając ok. 100 książek czekających w kolejce nie będę miała co czytać! Nie wiem którą wybrać i efekt jest taki, że krążę od dwóch dni między regałem i półkami marudząc pod nosem „ta nie, ta nie, ta nie…” Grr :[

"Siedem pożarów Mademoiselle" Esther Vilar

Zwykły wpis
Wybierając tę książkę chciałam przeczytać coś lekkiego ale nie tak banalnego jak to bywa w przypadku typowo kobiecej literatury. Miałam pewne obawy – miłość i pożary? Już sama tematyka wydawała mi się zrobiona „na siłę” a co dopiero cała historia,która miała rozegrać się na kilkuset stronach. 
Zaczęłam czytać i…wpadłam!
Na okładce możemy przeczytać,że jest to „fascynująca opowieść…” i dokładnie taka jest!
Historię opowiada 12- letnia, bardzo rezolutna córka dyplomaty, u której tytułowa Mademoiselle pracuje jako guwernantka. 
Mademoiselle olśniewa urodą i tym „czymś” co powoduje,że wszystkie oczy są zwrócone tylko na nią gdy wchodzi do sali. Nic więc dziwnego,że każdy wolny (i nie tylko ) mężczyzna w okolicy zabiega o jej względy. Niestety przekornie nasza bohaterka pragnie miłości wyłącznie od „prawdziwego mężczyzny” i jest skłonna zrobić bardzo wiele by dopiąć swego. Nie dla niej lekarz, dyplomata czy prezydent. 
Pech chce,że tym „prawdziwym” okazuje się Nick Kowalski, dla którego Mademoiselle całkowicie traci głowę. Jest przygrubawym, lekko łysym strażakiem w dodatku kompletnie nie zainteresowanym guwernantką. Co więc można zrobić by zwrócić na siebie jego uwagę? Wzniecić pożar oczywiście.Nie jeden!
Z całego tego zauroczenia wynikają zabawne historie podszyte charakterystyką ówczesnej elity. 
Książkę przeczytałam ekspresowo. Ciężko było mi rozstać się z humorem małej Charlotty i francuskimi zasadami tytułowej bohaterki. Właściwie nadal, choć minęło już trochę czasu, tkwię myślami w ich życiu. Tym charakteryzują się dla mnie dobre książki.
Czy dla miłości (zauroczenia?) warto ryzykować a nawet dać się oszpecić?
Odpowiedź na te pytanie poznacie po przeczytaniu tej historii, do czego Was z czystym sumieniem namawiam.