Moje nowe dzieci :) Stos + coś

Zwykły wpis

 Dużo pomysłów ostatnio we mnie, dobrej energii i chęci do działania. Niech ten stan trwaaa…

To moje nowe nabytki książkowe, z których dumna jestem jak nie wiem 😉

Jest jeszcze coś czym chcę się z Wami podzielić:

I moje małe dzieci ❤

Może morze?

Zwykły wpis

Wczoraj spontanicznie wybraliśmy się do Mielna. Dziewczynki zachwycone! Pierwszy raz zobaczyły morze. Podziwiam ludzi,którzy „plackiem” leżą na plaży i opalają się. Unikam wystawiania się na słońce, lubię być blada i zdecydowanie wolę aktywny wypoczynek. Niestety małe już odliczają dni do kolejnego,dłuższego wyjazdu muszę więc uzbroić się w odpowiednią porcję kremu z wysokim filtrem 🙂 Obiecuję sobie,że pod koniec lata lub wczesną jesienią pojadę w góry. Mam 25 lat a znam je tylko z obrazków! Drugie miejsce do odwiedzenia to plastynarium w Niemczech.

Z tematyki podróży… Znalazłam dziś ciekawą pozycję – „Dziennik podróżnika” Beaty Pawlikowskiej. Nie kupiłam bo podróżnik ze mnie żaden ale teraz myślę,że ta „podróż” może być bardziej metaforycznie potraktowana.
Jest pięknie wydany, ma mnóstwo miejsca na notatki (czego nie można było powiedzieć o kalendarzu Pani Pawlikowskiej na 2013 rok), jest miejsce na ważne słowa/zwroty, osobne strony do spisywania wydatków. Jeśli będziecie w księgarni lub po prostu w „Biedronce” to zwróćcie na to uwagę. 

Konające zwierzę – a miało być tak pięknie…

Zwykły wpis

    Mam ogromne wymagania w stosunku do książek o takiej tematyce. Może (a raczej na pewno) dlatego, że jestem niezmiennie zakochana w „Lolicie” Nabokova (od niej z resztą zaczęła się moja droga z regularnym czytaniem) i szukam drugiego ideału.

   „Konające zwierzę” (oddaję pokłony za tytuł) to studium psychologiczne człowieka, który wraz z nastaniem 60-70 lat zaczyna konać od własnej broni.
Mężczyzna ten jest wykładowcą na uniwersytecie, krytykiem sztuki i amatorem kobiet. Młodych kobiet.
Nie ukrywa, że na sali wykładowej znajduje swoje kolejne ‚ofiary’, które zaciąga do łóżka na swój autorytet i sztuczki wypróbowane przez lata. Jego świat „wywraca się” gdy poznaje Consuelę – studentkę, ucieleśnienie męskich marzeń. Dziewczynę z ewidentnie jeszcze większymi problemami.
I tu zaczyna się powolne konanie, wyniszczająca obsesja, zazdrość, świadomość własnego wieku i brak zahamowań.

To tyle jeśli chodzi o treść. Zainteresowało Was to? Jeśli tak..poczytajcie dalej.

Książka jest krótka , ma niewiele ponad 100 stron. Była to dla mnie istna męczarnia.
Pierwsze 30 stron pochłonęłam by kolejne 20-30 czytać „co drugie zdanie” i w końcu omijać całe strony.
Nie mogę zrozumieć po co autor wiele razy buduje napięcie by za chwilę wtrącić kilkanaście stron nic nieznaczącego bełkotu o starym znajomym, starych podbojach czy ulubionych nutach Schuberta.
W dodatku fragmenty,które w połączeniu mogły by stanowić jakąś spójną całość są często zwyczajnie obrzydliwe (oszczędzę Wam szczegółów…).
 Możliwe,że autorowi zależało na ukazaniu zwierzęcego instynktu ale Nabokov potrafił zrobić to w taki sposób, że chciało się książkę czytać dalej. A tu, mogłam co najwyżej nic nie jeść przez następnych kilka godzin.

Zakończenie książki…tak bardzo chciałam by się jakoś wybroniła skoro już dotrwałam do ostatnich stron. Nic z tego. Mamy tam ciekawy wątek ponownie ubrany w bełkot,który można skrócić do jednego zdania opisującego wygląd dekoltu Consueli. Makabra moi drodzy.
  Masochistów odsyłam do bibliotek 🙂 a tych, którzy cenią swój czas do innych książek lub…do obejrzenia ekranizacji ( niemożliwe! Obsada świetna, może reżyser opowiedział tę historię lepiej niż sam autor, zdobywa nagrody Pulitzera).

Czytnik Bloglovin